Majsterkowicze ubezpieczeniowi
Nie zaliczamy się do najbogatszych nacji, nic więc dziwnego, że staramy się korzystać z jak najtańszych ofert na rynku finansowym. Interesują nas najtańsze kredyty, najtańsze ale najwyżej oprocentowane lokaty bankowe, tanie ubezpieczenia komunikacyjne oraz szereg innych, niedrogich produktów bankowych i ubezpieczeniowych. Niestety coraz częściej sprawdza się zasada, że nie zawsze najtańsze oznacza dobre. Na rynku ubezpieczeniowym przeróżnego rodzaju ofert wprost zatrzęsienie.
Można wybierać, przebierać, ale nie zawsze trafi się na dobrą ofertę. Tak właśnie jest z tanimi ubezpieczeniami autocasco. Z ostatnich informacji onet biznes wynika, że osoby, które wykupiły tańsze warianty AC mogą na tych ubezpieczeniach stracić. Tańszy wariant obejmuje swoim zakresem naprawy poza autoryzowanymi warsztatami, stosowanie przy naprawach niekoniecznie oryginalnych części oraz nie uwzględniany jest w tej naprawie VAT. Tymczasem jak się okazało, przy szacowaniu kosztów naprawy firmy ubezpieczeniowe stosują najczęściej maksymalne stawki cenowe. Niestety nie skutkuje to wypłatą na tym poziomie odszkodowań, służy jedynie ustaleniu czy zaistniała tak zwana szkoda całkowita. Szkoda całkowita ustalana jest w sytuacji, kiedy koszt naprawy auta przekracza 70% jego wartości. Wówczas takie auto nadaje się tylko na złom. Jeżeli natomiast nie przekracza, ubezpieczyciel przeprowadza ponowną kalkulację, ale już na ustalonych umową zasadach, czyli niższych stawkach. Takie praktyki nadają się jedynie do poinformowania UOKiK.
To nie pierwszy przypadek majstrowania przy umowach ubezpieczeniowych przez ubezpieczycieli. UOKiK interweniował już w innej sprawie, ale stroną pozwaną są również firmy ubezpieczeniowe, które złamały prawo ignorując wcześniej podpisane umowy. Między innymi poprzez zmianę zakresu świadczeń w trakcie trwania umowy, podwyższanie składki ubezpieczeniowej bez podwyższania wypłat z polisy, zawieszanie wypłat z polisy kiedy klient kończy określony wiek, na przykład 60 czy 70 lat oraz nie wypłacanie ubezpieczonym należnych świadczeń z kilku polis, mimo płacenia przez nich wszystkich składek. W ten sposób skontrolowanych zostało ponad 600 wzorców umów ubezpieczeń na życie z 13 firm ubezpieczeniowych. Kilkadziesiąt klauzul skierowanych zostało do sądu. - Niemal wszyscy przebadani ubezpieczyciele stosowali niezgodne z prawem postanowienia - powiedziała prezes UOKiK. Skandal więc goni skandal, tylko nic z tego nie wynika - ubezpieczyciele nadal dyktują warunki, a klieci płacą...
Kiedy ucichnie medialny szum…
... wokół naszych medalistów olimpijskich, nasi rodacy, jako, że naród to dociekliwy i lubiący zaglądać do cudzej kieszeni, zaczną zastanawiać się jaką kasę zrobili nasi medaliści. Nie było tych medali zbyt wiele. Jak pamiętamy Adam Małysz zdobył dwa srebrne medale olimpijskie, a Justyna Kowalczyk aż trzy i to każdy w innym kolorze. A więc ile?
Postaramy się zaspokoić ciekawość finansową naszych rodaków. Za złoty medal olimpijski Polski Komitet Olimpijski wypłaca na rękę /nagrody nie są opodatkowane/ 250 tysięcy złotych, za srebrny 150 tysięcy złotych, a za brązowy 100 tysięcy złotych. Nie trudno więc obliczyć ile zarobili nasi mistrzowie. Justyna Kowalczyk wybiegała pół miliona złotych, a nasz orzeł Adam 300 tysięcy złotych. Są jeszcze nasze niespodziewane brązowe panczenistki. W przypadku konkurencji drużynowych, każdy członek teamu otrzymuje 75% wyznaczonej kwoty. Tak więc każda z naszych panczenistek zarobiła po 75 tysięcy złotych. Tyle oczywiście zarobili nasi medaliści olimpijscy oficjalnie. Ile wpadnie im do kieszeni z kontraktów reklamowych, umów sponsorskich czy też nagród ustanawianych przez lokalne władze nie wiadomo.
Czy jest to dużo czy mało? Dużo, a nawet bardzo dużo dla przeciętnego Kowalskiego. Niewiele w konfrontacji z najlepszymi i bardziej komercyjnymi dyscyplinami i sportowcami. Na przykład roczne dochody znanego golfisty Tigera Woodsa oscylują w granicach 110 milionów dolarów, a kierowca Kimi Rajkkonen kasuje rocznie ponad 45 milionów dolarów. Na tym tle wyczyny finansowe polskich sportowców wypadają dość blado, przewodzi nim Robert Kubica ze swoimi "śmiesznymi" 14 milionami złotych, a najlepszą dziesiątkę polskich sportowych krezusów zamyka Jacek Krzynówek z 3 475 000 złotych rocznych dochodów. Są to jak już zaznaczyłem dochody uzyskane z indywidualnych kontraktów. Wielokrotność tych zarobków przysparzają im najczęściej zyski z reklam oraz indywidualnych kontraktów sponsorskich.
Emeryci do kas…
Od 1 marca br. polscy emeryci stają się bogatsi średnio o 75 złotych, natomiast renciści o 55-64 zł. Tak zadecydował rząd, który przygotował waloryzację świadczeń na ten rok. Jest to coroczna waloryzacyjna operacja finansowa, na którą Zakład Ubezpieczeń Społecznych miesięcznie wyda ponad 516 milionów złotych. Ponoć dla ZUS nie jest to problem i pieniądze na ten cel są zarezerwowane.
Z raportu brukselskich urzędników wynika, że polscy emeryci należą do jednych z najlepiej uposażonych grup emeryckich w całej zjednoczonej Europie. Ponoć są nawet lepiej sytuowani od swoich rówieśników z Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Wydawać się więc powinno, że taka podwyżka to dla nich mały pikuś. Tymczasem dla przeciętnego polskiego emeryta, pobierającego często z ZUS niewiele ponad 700 złotych miesięcznie nawet 50 czy 70 złotych to wprawdzie niewiele, ale w sytuacji w jakiej się znajdują każdy, nawet najmniejszy grosz się liczy.
”Bzdury jakie w swoim raporcie powypisywali unijni urzędasy nawet nie denerwują, a raczej śmieszą. Tylko, że nam wcale nie jest do śmiechu. Nie śmiejemy się nawet z tych 30-40 złotych bo i po co. Jeżeli czytam, że przeciętna emerytura w Polsce teraz wyniesie prawie 1 700 złotych to pytam, ilu jest takich w Polsce emerytów? Najczęściej nasze świadczenia są za duże, żeby umrzeć i za małe żeby żyć. A 30-40 złotych? No cóż też się przyda” -twierdzi Pan Stanisław, emerytowany pracownik administracji państwowej z Lublina.
Przypomnijmy jeszcze, najniższa emerytura wzrośnie o 31,19 zł. i wyniesie obecnie 706,29 zł., natomiast renta z tytułu czasowej niezdolności do pracy będzie wyższa o 23,99 zł. i wyniesie 543,29 zł. Takie właśnie świadczenia emerytalno-rentowe Bruksela uważa za jedne z najwyższych wskaźników zjednoczonej Europy...!
Marmury nie wystarczą
Klienci o polskich bankach nie mają dobrego zdania, mimo, że w sondażu przeprowadzonym w czasie największego kryzysu obdarzyły je ponad 60 procentowym zaufaniem. Nie minął rok, a banki w klasyczny sposób roztrwoniły ten kapitał. Przykładem niech będzie polityka kredytowa banków. Miała złagodnieć, a stale jest zaostrzana. Sam marketing drodzy panowie bankowcy nie wystarczy.
Sprawa druga to koszty kredytów - rzeczywiste koszty, a nie reklamowane. Banki oczywiście stosują się do przepisów i oprocentowanie kredytów, na które klienci najczęściej zwracają uwagę, jest w normie. Problem jest tylko w tym, że lawinowo rosną inne koszty takie jak: opłaty przygotowawcze, prowizje, marże, a ostatnio ubezpieczenia kredytów. Ostatnie kontrole Komisji Nadzoru Finansowego wykazały, że rzeczywiste koszty kredytów gotówkowych sięgają nawet 60-70 %! KNF nie może nic zrobić, bowiem banki działają zgodnie z przepisami i w majestacie prawa łupią skórę swoim klientom.
I sprawa trzecia - obsługa. W listopadzie 2009 roku AlertFinansowy.pl przeprowadził anonimowe badania jakości usług bankowych (patrz tu). Podobne badania przeprowadziła ostatnio również międzynarodowa firma Dive Group w ponad 100 oddziałach 20 banków, w największych miastach Polski. Wyniki obu firm są zatrważające. Otóż, rzeczywiście lokale w których pracują bankowcy przedstawiają się imponująco, o wiele gorzej jest z kompetencjami, profesjonalizmem oraz zwykłym szacunkiem dla klienta. Marmurowe schody banki już mają. Teraz pora inwestować w kadry, które nie radzą sobie z obsługą klienta. Wg badań AlertuFinansowego, w 81% sprawdzanych oddziałach banków nie udzielono szczegółowej informacji o branym kredycie gotówkowym, a przy okazji okazało się również, że w niektórych bankach nie potrafiono wytłumaczyć co to jest oprocentowanie rzeczywiste i jak się je wylicza! Aż strach pomyśleć co się dzieje w mniejszych miastach…


