19sie/100

Biznes po polsku

Prowadzenie własnego biznesu w Polsce to naprawdę karkołomne zadanie. Wiele osób decyduje się jednak na tego rodzaju samozatrudnienie, ponieważ często nie ma innego wyjścia. Wiadomo jaki w naszym kraju jest rynek pracy – wymagający i kapryśny. Niejednokrotnie decyzja o założeniu własnej działalności gospodarczej jest jedyną z możliwych, która zapewnia uzyskanie zatrudnienia. Wiadomo też, że na rozkręcenie własnego interesu potrzebny jest kapitał. Jeżeli osoba decydująca się na prowadzenie własnej działalności gospodarczej posiada status osoby bezrobotnej, może liczyć na wsparcie ze strony urzędu pracy. Nie są to wprawdzie duże pieniądze, ale jednak są. W przypadku braku własnego kapitału, pozostaje jeszcze szukanie pomocy finansowej w bankach lub funduszach unijnych. Kto próbował, ten wie, że banki raczej nie palą się do kredytowania rodzimych firm, nie mówiąc już o dopiero rozkręcających swój biznes początkujących przedsiębiorcach. Niestety specjalne programy rządowe oraz fundusze strukturalne także nie spełniają oczekiwań polskich przedsiębiorców i skazują na jeszcze większą niż w przypadku banków biurokrację, do której Polacy powinni się już przyzwyczaić. Przepraszam, ja do tej pory jakoś nie mogę. Tymczasem do końca roku z gospodarczej mapy Polski zniknie ponad 2000 firm.

– Oczywiście programy rządowe w jakiś sposób funkcjonują i wspierają polską przedsiębiorczość. Pomoc można też uzyskać z programów unijnych, na przykład pisząc dobre projekty. Problem tylko w tym, że w jednym i drugim przypadku przepisy są zbyt skomplikowane i najczęściej oderwane od rzeczywistości. Szczególnie trudno korzysta się z pieniędzy unijnych, ponieważ obowiązujące procedury, wykorzystywanie tych środków oraz rozliczenie się z nich to mistrzostwa świata w wykonaniu Brukseli – twierdzi jeden z przedsiębiorców.

Nie tylko to komplikuje życie polskim przedsiębiorcom. Jak się okazuje, nie wolno też być za bardzo przedsiębiorczym. Może się to nie spodobać konkurencji bądź „pewnym osobom”, które natychmiast uruchamiają całą machinę systemu ścigania przestępstw gospodarczych. Gorzej, jeśli ich pomysłowość sięga znacznie dalej i lubią załatwiać te sprawy niekonwencjonalnie, np. w stylu panów z podwarszawskich miejscowości.

Informacje, jakie nie tak dawno temu przekazała Rzeczpospolita, są najlepszym przykładem na to, jak można zniszczyć firmę oraz ich właścicieli nie mając ku temu najmniejszych powodów (czyt. dowodów). Otóż cztery lata temu właścicielom poznańskiej firmy Bestcom prokuratura postawiła zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, pranie brudnych pieniędzy oraz fikcyjnego sprowadzania sprzętu elektronicznego i fałszowania faktur. Właściciele firmy trafili do aresztu, a firma upadła. Interweniujący w tej sprawie rzecznik praw obywatelskich doprowadził do wszczęcia kontroli tego śledztwa. Wtedy okazało się, że organy ścigania nie miały ani dowodów, ani żadnych podstaw do stawiania takich zarzutów oraz zatrzymania właścicieli Bestcomu. Do akcji wkroczyła także Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która domagała się od prokuratora generalnego wyjaśnienia tej sprawy. Jaki będzie jej finał, nikt na razie nie wie, chociaż udowodniono już, że zarzuty wobec przedsiębiorców były nieuzasadnione. Póki co, jedynym faktem w chwili obecnej jest nieuzasadniona odsiadka właścicieli poznańskiej firmy oraz upadek Bestcomu. Kto za to zapłaci?

Komentarze (0) Trackbacks (0)

Brak komentarzy.


Dodaj komentarz


Brak trackbacków.