12lis/103

Nie trujcie nam dzieci!

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie artykuł, ktory ostatnio ukazał się w internecie. Dotyczył praktyk stosowanych przez sieci fast food, których klientami najczęściej są nasze dzieci. Takie "zdrowe żywienie" fundują też naszym dzieciakom szkolne sklepiki oraz wszelkiej maści placówki małej gastronomii w pobliżu szkół

Najogólniej rzecz ujmując, nasze dzieci swoje kieszonkowe wydają na hamburgery, hot dogi, frytki, chipsy i słodycze. Nie muszę przy tym nikogo przekonywać, że jest to bardzo niezdrowa żywność, a jednak ktoś wydaje pozwolenia na prowadzenie takiej działalności na terenie szkół lub w ich pobliżu wydaje. Zastanawiam się też, czy ktoś kontroluje te placówki, bo głowę dam, że ich właściciele nie przestrzegają przepisów i wciskają często dzieciakom przeterminowany towar, bądź nie zgodny z recepturami.

W Stanach Zjednoczonych w ramach programu działającego przeciwko otyłości wśród dzieci przeprowadzono badania dziecięcych posiłków. Wyniki są zatrważające! Na 3000 kombinacji posiłków tylko... 12 spełniało wytyczne żywieniowe. Mam prawo przypuszczać, że w naszym pięknym kraju nad Wisłą jest jeszcze gorzej.

W 2009 roku branża fast food wydała na reklamę ponad 4 miliardy dolarów, nic więc dziwnego, że tego rodzaju placówki są tak popularne również w  Polsce. Proszę tylko sprawdzić jakąkolwiek placówkę McDonald, a można przekonać się, że najczęściej można w nich spotkać przede wszystkim dzieci oraz młodzież. Stanowczo protestują przeciwko wprowadzaniu dzieci do punktów McDonald przez nauczycieli. Głównym punktem niemal każdej wycieczki szkolnej jest wizyta w takim w McDonald. Niewątpliwą zachętą odwiedzania tych restauracji przez dzieci są zabawki, które otrzymują w nagrodę za skorzystanie z propozycji żywieniowej.

Po przeprowadzonych kontrolach restauracje tego typu mają obowiązek, aby do  swojej oferty żywieniowej wprowadzać również owoce i warzywa. Tylko czy to coś zmieni? Chicken  McNuggets oraz frytki nadal będą ociekać tłuszczem, mimo. No i nie są to produkty tanie, a przynajmniej nie na uczniowska kieszeń. Wiadomo jednak, że nie o pieniądze nam rodzicom chodzi, a o zdrowie naszych dzieci. Mamy wpływ na to, co jedzą w domu, ale nie mamy wpływu na to co jedzą w szkolach i na wycieczkach.

.

Komentarze (3) Trackbacks (4)
  1. chYB SIE WAM CZCIONKA POMIESZAŁA PODCZAS WKLEJANIA?

  2. Ja nie potrafię zrozumieć fenomenu fast-foodów. Jedzenie ich ma w zasadzie same minusy. Ludzie zapytani jaki jest najczęstszy powód, dla którego kupują fast-foody odpowiadają :’bo są dobre !” Ok – rozumiem, że mogą smakować. Zresztą samemu zdarza mi się zjeść, ale przecież jest tyle innych, równie smacznych rzeczy, które nie ociekają przepalonym tłuszczem… Widać jak ludziom marketing wwierca się do mózgów.

  3. Jem fast-foody tylko wtedy kiedy naprawdę muszę – śpieszy mi się a nie mam innej możliwości. Zresztą jak tu nie zjeść fast-fooda, kiedy budki z nimi są na każdym rogu. Generalnie jestem bardzo przeciwny temu rodzajowi żywności, a szczególnie jeśli chodzi o dzieci.


Dodaj komentarz