Zanim umrzesz zadzwoń…
A wydawało się, że już nic nie może nas zaskoczyć. Ale nie, nasi rodacy są bardzo pomysłowi, a szczególnie wymyślający przeróżnego rodzaju przepisy - najczęściej absurdalne i nie mające później zastosowania w praktyce. A potem, ci sami urzędnicy siedzą i wymyślają zmiany, poprawki - mają zajęcie.
Prawdopodobnie ci sami myśliciele spłodzili nowy, nomen omen, martwy, jak ten temat przepis. Mianowicie od 1 lutego br. - powtarzam za Dziennikiem - ma obowiązywać przepis, który mówi, że za stwierdzenie zgonu pogotowie będzie pobierać wynagrodzenie. Dlaczego? Ponieważ usługa ta będzie już traktowana jako usługa komercyjna. Faktury takie mają otrzymywać policjanci, którzy wezwą karetkę w celu potwierdzenia zgonu. A zgodnie z przepisami o ratownictwie medycznym, lekarze karetki pogotowia mogą być wezwani tylko do nagłych zachorowań lub wypadków, a nie do zwłok, które na przykład przeleżały już kilka dni /tylko kto to sprawdzi jak nie lekarz/. Tymczasem ofiary samobójstw, morderstw, wykrywane są nawet po kilku dniach od chwili zdarzenia.
Co więc ma wtedy robić policja? Ano zamiast szukać sprawców tych przestępstw szukać lekarzy rodzinnych, bowiem w myśl tych absurdalnych przepisów to właśnie oni powinni wystawiać akty zgonów. Wbrew pozorom jest to dość poważny problem, adresowany jednak do resortów służby zdrowia oraz MSWiA. A może wzorem państw anglosaskich zatrudnić do takich spraw kornera?
Koroner to w najprostszym określeniu lekarz medycyny sądowej, który z racji swojego zawodu zajmuje się takimi sprawami. Ale tak naprawdę, jak nie wiadomo, o co w tym całym zamieszaniu chodzi, to z pewnością jego sprawcą są pieniądze. A może najprościej i dla wszystkich najlepiej, jak przed śmiercią taki delikwent po prostu zadzwoni...


