20sie/100

A może kasę fiskalną?

Poronionych pomysłów w naszym pięknym kraju nad Wisłą nigdy nie brakowało: martwe ustawy, nieżyciowe przepisy i absurdalne wymogi. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej jeszcze więcej ich przybyło, bo na przykład dowiedzieliśmy się jak prawidłowo powinno się myć ręce oraz, że ślimak to ryba... Wydawać więc by się mogło, że już nic nas nie potrafi zaskoczyć. A jednak! Po kolejny absurd sięga tym razem fiskus, który szykuje nalot na kieszonkowe kelnerów. Otóż nasza "skarbówka" wpadła na genialny pomysł opodatkowania braci kelnerskiej, bowiem ta nie płacąc żadnego podatku kasuje nieraz dwie, a nawet trzy dodatkowe pensje z napiwków. Jak słyszałem, ma to być prawdopodobnie ryczałt, chyba że nakaże się kelnerom i kelnerkom przychodzić do pracy z własną kasą fiskalną. Czyż to nie absurd?

Nie pierwszy i nie ostatni. Z drugiej strony, toż to przecież szara strefa, z którą ponoć tak wszyscy walczymy. Ciekawi tylko fakt, jak fiskus przystąpi do egzekwowania wpłat na jego konto oraz jakie wprowadzi stawki? Może się bowiem zdarzyć, że kelnerowi przyjdzie jeszcze dołożyć do tego interesu. Dobry kelner w dobrej restauracji zarobi dwa, a nawet trzy razy tyle ile wynosi jego podstawowa pensja. Właściciele restauracji doskonale orientują się w wysokości napiwków jakie goście zostawiają w ich lokalach i nie mają zamiaru jeszcze bardziej zawyżać poborów swoich pracowników. Dlatego podstawowe wynagrodzenia w restauracjach nie są zbyt wysokie. Z pewnością jednak wiedzą tą nie będą chcieli podzielić się z fiskusem, który sam musi rozstrzygnąć ten dylemat.

– Gdybym w miesiącu nie wyciągnął 2-3 tysięcy złotych, to już dawno wycofałbym się z tego interesu – twierdzi Mariusz pracujący od ponad 6 lat w jednej z warszawskich restauracji.
– Moja pensja jest tak licha, że gdyby nie napiwki, na których zarabiam kilkakrotnie więcej, już dawno zwolniłabym się z tej pracy - powiedziała Joanna pracująca w podwarszawskim zajeździe.
Praca kelnera jest intratnym zajęciem, ale tylko w dobrych i akurat modnych restauracjach, które zdążyły zapracować na odpowiednią renomę. We wszelkiego rodzaju pubach, ogródkach piwnych czy też przydrożnych barach, obsługa o napiwkach może tylko pomarzyć. Trzeba jednak przyznać, że takie miejsca są doskonałą okazją do zdobywania niezbędnego doświadczenia w tym zawodzie.

Kuba jest studentem i w branży pracuje już od kilku lat. Zaczynał podobnie jak inni. W barze. Tam też pobierał nauki jako kelner. Z czasem, przechodząc kolejne szczeble kelnerskiej hierarchii, awansował na kelnera do jednej z lepszych restauracji, w której z samych napiwków wyciągał 3-5 tysięcy złotych w zależności od okoliczności. Kiedy skończył studia, dyplom schował głęboko w szafie i nadal kelnerował. – Pieniądze jakie mi oferowano za pracę w zawodzie były tak śmieszne, że zrezygnowałem i postanowiłem nadal pracować w restauracji. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas – stwierdził. Ciekaw jestem jak wybrnie z tej sytuacji fiskus?

8mar/100

Państwo chce zlikwidować szarą strefę polskich niań!

W dzisiejszej dobie niania jest jednym z najbardziej deficytowych towarów. Czasu mamy niewiele, pracować trzeba, a baby boom rozwinął rynek niań do niebotycznych rozmiarów. Nianie najczęściej pracują na czarno. Rodzicom nie opłaca się na legalne zatrudnianie takich osób, bo to i zachodu przy tym dużo, a i koszty też niemałe. Właściwie nie znam przypadku wśród znajomych legalnego ich zatrudnienia. Dlatego podobnie jak „najstarszy zawód świata”, szara strefa polskich niań od niepamiętnych czasów funkcjonuje i nikomu nawet do głowy nie przyszło, aby zawód ten zalegalizować.

Ostatnio jednak na ten pomysł wpadło Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Według łaskawców z tegoż resortu zachętą dla rodziców, którzy zalegalizują zatrudnienie opiekunki do dzieci, będzie opłata z budżetu państwa składki zdrowotnej za nianię oraz składki na ubezpieczenie społeczne. Ale resort stawia też i warunki. Aby takie dofinansowanie otrzymać:

  • oboje rodzice muszą pracować,
  • dziecko nie może mieć więcej niż 4 lata.

Dzięki tym zmianom nianie miedzy innymi mają zyskać prawo do emerytury, zasiłku chorobowego oraz bezpłatnego leczenia. Zyskają też rodzice, ponieważ zwiększą się im koszty oraz obowiązki wobec pracownika-niani. Z pewnością zyskają też: fiskus, inspekcja pracy, związki zawodowe, związki kobiet polskich, związek emerytów i rencistów, kółka różańcowe... Tylko patrzeć, jak rodzice rzucą się do legalizowania pracy swoim pomocom domowym i raz na zawsze wykorzenią z szarej polskiej rzeczywistości szarą strefę polskich niań.